Dream killer – czyli jak stracić swoje marzenia w 10 sekund

Rozmawiając z ludźmi często odnosze wrażenie, że oni nie przychodzą do nas po rade. Myślę, że jest wręcz odwrotnie. Tego czego pragnie większość osób, przychodząc i pytając jak coś zrobiłam, czy też opowiadając o swoich planach, jednocześnie wyciągają tuzin argumentów, dlaczego danego celu w danej chwili nie mogą sami zrealizować. Mam wtedy wrażenie, że szukamy w oczach innych, aprobaty dla naszych lęków .

Lęk to naturalna emocja. Lęk pełni bardzo ważną funkcje w istnieniu człowieka. Dzięki niemu, gatunek przetrwał tysiące lat i ma się świetnie. Chroni nas przed niebezpiecznymi sytuacjami i pozwala przewidywać, co może nastąpić podejmując dany krok.

Lęk niestety ma też negatywną strone. Przy wylbrzymianiu danej sytuacji, możemy popaść w paranoje. Jako rodzic, coś o tym wiem. Nieustanny lęk, że coś może stać się twojemu potomstwu, może doprowadzić do obłędu i syndromu „rodzica helikoptera”, co ma swoje też skutki w dalszym rozwoju naszej pociechy, ale ja dzisiaj nie o tym.

Dzisiejszy wpis dydykuje sobie i wszystkim tym, którzy nie spełnili swoich marzeń dotychczas, bo pozwolili swojej głowie w 10 sekund zabić najśmielsze marzenie.

Przykładem może być rozmowa ze znajomą. Od lat słysze, że chciałaby mówić w języku angielskim i swobodnie się nim porozumiewać. Po kilku rozmowach z nią gdzie i jak można najlepiej rozwijać język, słysze „ach , ale ja to jestem kompletnie lewa w językach i w życiu tego nie ogarne”.

Przykład kolejny to ja sama. Chciałabym tak na prawde już teraz zacząć prace w cochingu i po przeglądnieciu wielu ofert pracy, widzę że nie byłoby to trudne. Dzieli mnie tylko certyfikat, co w krajach zachodnich jest już stałym wymogiem do wykonywania tej pracy, do Polski to wkrótce również przyjdzie. Marze o tym mocno, ale jedncześnie pozwalam sobie na myśli: „kurs jest drogi, może jednak za rok”,”nie, no mamy inne plany finasowe na te chwilę, to musi zaczekać”, „kurs byłby tutaj w języku angielskim, czy jestem w stanie zdać egzamin w takim wypadku”.

I wtedy czar pryska, zaczyna sie mozolna praca i dyskusja z samym sobą o tym dlaczego nie warto tego robić. I otóż to. Wijemy się, stękamy i skupiamy całą energię, z która się budzimy codziennie rano, aby przekonywać samych siebie przez cały dzień dlaczego jesteśmy dalej w tym samym miejscu i dlaczego nasze marzenie powinno jeszcze poczekać.

sitting

Co zatem możemy zrobić, aby nasze marzenie żyło w nas i każdego dnia wykonywać krok do przodu?

Może i zadanie niełatwe, ale za to WYKONALNE.

  1. Stworzenie mapy myśli. Weź kartke papieru, na środku napisz hasłowo swoje marzenie i połącz liniami wszystkie pozytywne słowa, które ci się znim kojarzą. Uczucia, myśli,osoby, wszystko co przychodzi ci do głowy. Schowaj do portfela i wyciągaj zawsze, kiedy masz „dołka”. Niech ci przypomina dlaczego warto walczyć o siebie.
  2. Kiedy pojawia się w nas wewnętrzy lęk – KILLER naszych marzeń, zastanów się dlaczego tutaj jest? Co się wiąże z tym lękiem, bo wewnętrzny krytyk nie jest obiektywnym obrazem nas samych. Może to być coś co słyszałaś przez 20 lat swojego życia od rodzica, nauczycielki czy też rodzeństwa czy innej bliskiej i ważnej dla nas osoby.
  3. Wszyscy wiemy, że strach przed przegraną potrafi nieźle sparaliżować. Wielki potwór w naszej głowie, snuje historie niczym z horroru o tym jaka czarna przyszłość nas czeka, jeśli ośmielimy się wyjść z naszego ciepłego domku komfortu (comfort zone). Jak się pojawi, proponuje zaśmiać mu się w twarz i pokazać drzwi. Nie traktuj tych myśli jako intuicji. Jeżeli zbadałeś rynek, nauczyłeś się 10 zdań w nowym języku czy też udało ci się już sprzedać choć jeden włanoręcznie wyprodukowany produkt, to jesteś w stanie to zrobić jeszcze milion razy. Trening czyni mistrza, DAM RADE! TAK ŻE, TAM SĄ DRZWI MASKARO- NARA! 😉
  4. Jeżeli dziada jeszcze nie wyprosiłeś, proponuje użyć go do innych celów. Wyobraź sobie teraz siebie w tym samym pukncie w którym jesteś w danej chwili za 20 lat. Masz 50/60/70 lat i robisz dokładnie to samo od 40 lat, czujesz sie 40 razy gorzej niż teraz, bo życie uciekło przez palce, a ty pozwoliłeś tej czarnej postaci w tobie codziennie zabijać twoje marzenia. To tak jak próbować wstać z krzesła i wyjść, ale ktoś ci powtarza, że nie ma sensu, bo i tak ci się nie uda, więc siedzisz dalej. Ja się pytam , kto tutaj jest Panem twojego życia – TY CZY TEN DZIAD? Przyjaźń jest ważna, ale nie radze zaprzyjaźniać się z nikim i niczym co ciągnie cię w dół.
  5. Małe kroki cieszą. Jedno słówko dziennie, odłożenie pierwszej gotówki na kurs, spotkanie się z ludźmi którzy już osiągneli to co chcesz ty. Skoro oni mogą , to i ty możesz!
  6. PRACA NAD WIARĄ W SIEBIE! Długa walka o siebie zaowocuje. Skup się na swoich celach, nie rozpraszaj się wiadomościami o tym komu się nie udało. Historie często pisane palcem po wodzie potrafią nieźle nadwyrężyć wiare w nasz cel i marzenie.
  7. Jeżeli jesteś w danej chwili coachem dla twojego rozmówcy, unikaj przytakiwania i przekonywania w przypadku, kiedy ten sambotuje swój cel. Staraj się zadawć pytania typu: CO mógłbyś zrobić dzisiaj? Jak mógłbyć zaradzić obecnej sytuacji? Itp. Mają być naprowadzające, bo wszelka rada spotyka się z murem i atakiem twojej rady 😉

Dobrego weekendu wszystkim. Czas teraz stworzyć konkretny plan na najbliższe 3 tygodnie wakacji, aby codziennie zbliżać się do wyznaczonego celu. Wszystkim życzę marzeń i wiary w siebie. A kiedy pojawi się killer waszych marzeń, to pokażcie mu gdzie są drzwi wyjściowe i zamknijcie je na 3 spusty.

Reklamy

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: